Kryzys rodziny?

W czerwcu 2022 roku razem z żoną i kilkoma osobami z duszpasterstwa rodzin diecezji płockiej udaliśmy się na X Światowe Spotkanie Rodzin w Rzymie. Podczas tego niezwykłego pobytu w Wiecznym Mieście, o którym już pisałem wcześniej w blogu pt. „Kolejny krok”, wraz z zaprzyjaźnionym księdzem udaliśmy się na zwiedzanie rzymskich zabytków. Okazało się, że w tym właśnie czasie (maj – październik 2022) w czterech bazylikach i trzech kościołach Rzymu prezentowana była premierowa wystawa rosyjskiego malarza Andrieya Esionova pt. „Droga wiary”. Zainspirowani zachętą naszego towarzysza udaliśmy się tropem, jak się później okazało, ciekawej twórczości.

17
Andriey Esionov „Droga wiary”

Muszę przyznać, że wystawione, dość pokaźnych rozmiarów, prace robiły na nas ogromne wrażenie. Pośród dzieł były cztery o tematyce religijnej: „Stworzenie świata” z 2013 r. (180x220 cm), „Zwiastowanie” z 2022 r. (200x200 cm), „Ostatnia Wieczerza” z 2011 r. (180x220 cm) i „Dzień sądu" z 2012 roku (220x160 cm). Autor malując historię zbawienia od stworzenia świata, przez Zwiastowanie, Ostatnią Wieczerzę aż do Sądu Ostatecznego wydawał się zdradzać pogłębioną znajomość Pisma Świętego i niezwykłą wrażliwość na sprawy związane z przeżywaniem rzeczywistości transcendentnych. Z radością przeczytałbym analizę teologiczną tych prac jakiegoś wytrawnego teologa. Może kiedyś się takiej doczekam.

Moją uwagę przykuł stosunkowo niewielki obraz pt. „Mongolfiere" (Balon) akwarela na papierze z 2016 r. (76x56cm). Autor znany jest ze złożonych i często paradoksalnych tytułów, które z pewnością mają nieść konkretne przesłanie i być może mają być pomocą dla odbiorcy w interpretacji dzieła. W tym przypadku jednak Esionov użył prostego tytułu wprost opisującego namalowaną rzeczywistość. Jakie więc przesłanie niesie prezentowana praca?

Moja pierwsza intuicja zaprowadziła mnie w przestrzeń obecnego w wielu społeczeństwach kryzysu rodziny. Co widzimy na tej ciekawej akwareli? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że przed nami stoi szczęśliwa rodzina. Oto ufne, uśmiechnięte dziecko z wyciągniętymi ku matce rączkami stoi naprzeciw swoich rodziców. Obok na wysokości oczu dorosłych, zawieszony w przestrzeni balon, który zapewne przyniosła dziewczynka. Balon ten jawi się w mojej ocenie jako coś przemijającego, kruchego i będącego symbolem krótkiej przyjemności, która pryska jak bańka mydlana w najmniej oczekiwanym momencie.

Dobry obserwator zauważy, że dziewczynka nie trzyma w swych dłoniach sznurka od delikatnej zabawki. Ręce ma puste, otwarte, w przeciwieństwie do schowanych, wręcz ukrytych dłoni rodziców. Wydaje się, że za chwilę balon odleci, tak jak pokój i równowaga w tej rodzinie. Wyraz twarzy rodziców, szczególnie kobiety, również nie niesie ze sobą nic optymistycznego. Matka patrzy gdzieś przed siebie. Zdaje się jakby nawet nie dostrzegała swojego dziecka. Równie nieobecny jest ojciec, którego blada, maskowata twarz zwiastuje jakieś, bliżej nieokreślone, kłopoty. Patrząc na postawę rodziców czy ich mimikę możemy dostrzec pewien niepokój i nieubłagalnie zbliżające się niebezpieczeństwo, którymi mogą być złe wieści, które rodzice chcą przekazać, nic nie spodziewającej się, córce.

Jeszcze bardziej przekonamy się o tym, że trwałość tej rodziny, jej stabilizacja, wisi na przysłowiowym włosku, gdy spojrzymy na sam dół akwareli. Oto cała trójka stoi na drugim, zdecydowanie większym, balonie, który w każdej chwili może przecież wystrzelić rujnując wszystko, co stanowi tę rodzinę. Czy taka jest diagnoza kondycji rodzin według Andreya Esionova? Czy rodziny, w jego ocenie, ledwo trwają wegetując jakby na tykającej bombie czy może lepiej w tym przypadku, na delikatnym balonie, który w każdej chwili może wybuchnąć niszcząc szczęście wszystkich jej członków? Z pewnością odbiorca zaprezentowanej akwareli Esionova nie może obok niej przejść spokojnie nieporuszony jego katastrofalnym wręcz przekazem. Ile jest takich rodzin?

A może przekaz tego obrazu jest inny?