HOMILIA DIECEZJALNY DZIEŃ WSPÓLNOTY DOMOWEGO KOŚCIOŁA – PŁOŃSK 30 IV 2022

[czytania: sobota 2 tygodnia wielkanocnego]

Czcigodni Bracia Kapłani,

Siostry i Bracia,

Dzisiejsze pierwsze czytanie uświadamia nam, że zakorzeniona w miłości Boga miłość bliźniego jest nie tylko powinnością każdego wierzącego, ale także istotnym znamieniem, a zarazem zadaniem całej wspólnoty kościelnej. To w tym właśnie duchu Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki wciąż przypominał, że podstawowymi funkcjami Kościoła są: koinonia (wspólnota), leiturgia (liturgia)i właśnie diakonia – czyli posługa miłosierdzia. W okresie apostolskim, tuż po Zmartwychwstaniu i Wniebowstąpieniu Pana, decydującym krokiem w tej kwestii był wybór i ustanowienie siedmiu diakonów. Apostołowie dokonali tego aktu dla zapobieżenia sporom, które wystąpiły przy codziennym rozdawnictwie jałmużny dla wdów z dwóch grup pierwszych wyznawców. Część z nich nazywano hellenistami, inną - hebrajczykami. Ci pierwsi byli chrześcijanami pochodzenia żydowskiego, ale spoza Ziemi Świętej, na przykład z Egiptu czy Syrii. Czytali Biblię w języku greckim, w tłumaczeniu Septuaginty i na co dzień również posługiwali się greką; drudzy wywodzili się z tradycyjnego judaizmu: czytali Biblię po hebrajsku, mówili na co dzień - jak sam Jezus - po aramejsku. Apostołowie, którym przede wszystkim została powierzona „modlitwa i posługa Słowa”, a więc Eucharystia czy szerzej: liturgia i katecheza, poczuli się nadmiernie obciążeni „obsługiwaniem stołów”. Zdecydowali więc, że skupią się na tej zasadniczej posłudze, a dla nowego zadania, równie koniecznego, stworzą kolegium siedmiu. Nie chodziło tylko o praktyczną caritas czy posługę miłosierdzia. Do służby tej zostali bowiem wybrani – jak słyszeliśmy - mężowie „pełni Ducha i mądrości”, co oznaczało, że miała być ona konkretna, a równocześnie duchowa, polegająca na pełnieniu tego podstawowego zadania Kościoła, jakim jest diakonia - uporządkowana miłość bliźniego, posługa miłosierdzia.

Może jeszcze ciekawszy od tego, co tu powiedziałem, był sposób, w jaki Apostołowie rozwiązali problem tej posługi. Spotkali się razem i wspólnie go omówili. Jasno i precyzyjnie przedstawili swoje stanowisko, podchodząc jednocześnie z głębokim zrozumieniem do drugiej strony i odpowiadając na jej potrzeby. Dzięki temu – powie św. Łukasz - słowo Boże szerzyło się, wzrastała liczba uczniów, nawet wielu kapłanów Izraela przyjmowało wiarę. Moi Kochani! Niech i w naszych wspólnotach, rodzinach stale towarzyszy nam atmosfera serdecznego dialogu i wspólnego rozeznawania woli Bożej. Są to przecież podstawowe wymiary drogi synodalnej, na którą tak serdecznie zaprasza nas papież Franciszek. A ja, korzystając z dzisiejszej okazji, zapraszam Was do katedry płockiej 2 maja popołudniu na podsumowanie etapu diecezjalnego naszej drogi synodalnej. Liczę, że spotkamy się na Tumskim Wzgórzu.  

Odczytana natomiast przed chwilą Ewangelia uczy nas jak przeżywać ciemności i burze w naszym życiu osobistym i wspólnotowym. Opisane przez św. Jana zdarzenie miało miejsce tuż po wielkim cudzie rozmnożenia chleba. Przekazując tę opowieść w okresie paschalnym, Kościół pragnie przypomnieć, że nawet po Zmartwychwstaniu Pana będzie nam towarzyszyć niepewność, lęk i ciemność Krzyża. I że wciąż potrzebna będzie ufna wiara – wiara w Jego zapewnienie: „Ja jestem, nie bójcie się!”.

Wymownym wyrazem takiej wiary była dla mnie tegoroczna Droga Krzyżowa z papieżem Franciszkiem w rzymskim Koloseum. Napisanie rozważań do niej Ojciec święty powierzył chrześcijańskim rodzinom. One także niosły krzyż przy kolejnych stacjach. Papież przypomniał w ten sposób o wciąż trwającym Roku Rodziny Amoris Laetitia. Spróbujmy raz jeszcze, w ciszy naszego dnia wspólnoty, pochylić się nad głębokimi przemyśleniami naszych Sióstr i Braci z tej niecodziennej Via Crucis. 

Jednej z pierwszych stacji towarzyszyła porywająca refleksja rodziny wielodzietnej. Ona i on napisali: chcieliśmy realizować się w pracy, podróżować, próbować żyć jako wieczni narzeczeni… I przyszło pierwsze dziecko. A kiedy, jeszcze nie dowierzając, dotykaliśmy piękna tego daru, pojawiło się drugie. A potem kolejne. Co zostało z naszych marzeń? Teraz kształtują je zdarzenia. A co ze spełnianiem się w życiu zawodowym? Zmodyfikowała to codzienność. Oczywiście, to wszystko nie jest łatwe. Ale wbrew różnym opiniom i intensywności naszych przeżyć, nigdy nie cofnęlibyśmy się...

Kolejna stacja była poświęcona doświadczeniu rodziny, która prawie dziesięć lat temu wyjechała na misje. Tak niekiedy czynią – jak zapewne słyszeliście - rodziny, zaangażowane w neokatechumenat. Wyjeżdżają na misje. Wyjechali, bo – jak wyznawała misyjna rodzina z rzymskiej drogi krzyżowej - nie wystarczało im szczęście we dwoje. Pragnęli, aby także inni mogli doświadczyć miłości Chrystusa.  Choć nie jest łatwo prowadzić niepewne życie rodzinne z dala od swojego ojczystego kraju, są pewni, że takie życie pomaga im wychowywać dzieci z otwartym spojrzeniem na innych i na świat. Bywa ciężko, ale ucieczka byłaby zdradą…

Potem krzyż niosła rodzina z niepełnosprawnym dzieckiem... Spotkali lekarzy, którzy zadbali o życie ich synka, zanim się urodził. Ale też lekarzy, którzy dawali im jasno do zrozumienia, że lepiej, żeby się nie urodził. A kiedy wybrali życie, również ich osądzono: „Będzie ciężarem dla was i dla społeczeństwa”. Zapamiętajmy głębokie słowa tych doświadczonych cierpieniem ludzi: niepełnosprawność nie jest ani chlubą, ani etykietą, ale raczej szatą duszy, która często woli milczeć w obliczu niesprawiedliwych sądów. Nie ze wstydu, ale z miłosierdzia wobec tego, kto osądza.

Następna stacja - rozważanie rodziny zastępczej: nasz dom jest duży. Nie tyle racji powierzchni, ile raczej z racji bogactwa człowieczeństwa, które w nim zamieszkało. Przeżyliśmy już 42 lata małżeństwa, ale nigdy nie byliśmy tylko we dwoje: mamy troje własnych dzieci i pięcioro zaadoptowanych, z poważnymi trudnościami psychicznymi. Oznacza to, że w naszym życiu jest wszystko, ale nie jest ono smutne. Więcej, sądzimy, że nie zasłużyliśmy na aż takie błogosławieństwo. Cierpienie zwraca ku temu, co najważniejsze w życiu, porządkuje priorytety i przywraca prostotę.

Stacja mężczyzny, którego żona ciężko zachorowała: pewnego poranka zemdlała dwukrotnie. Bieg do szpitala i odkrycie choroby, która już od dawna sączyła truciznę do jej głowy. Miała swoją rolę, pozycję, a stała się całkowicie inna: pozbawiona wszystkiego, bezbronna, ukrzyżowana. I ja z nią.  Ja, który byłem tak uparcie dumny… Teraz odkryłem, jakim darem są inni. Są wśród nich tacy, którzy próbują cię rozśmieszyć; którzy potrafią pomóc w kuchni; którzy zabierają dzieci na katechezę; którzy potrafią wysłuchać; którzy rozumieją cię jednym spojrzeniem; którzy choć sami nie mają łatwo, nieustannie się o ciebie martwią.

Stacja starszych rodziców, którzy znaleźli się na emeryturze i mieli sporo niezrealizowanych planów. Normalnie podróżowaliby, zajmowali się swoim zmęczeniem, chorobami, lękiem przed śmiercią. Niespodziewanie jednak przyszła wiadomość, że zięć został zwolniony z pracy, a małżeństwo starszej córki - w czasie pandemii - zaczęło rozpadać się. Więc teraz wnuki z rodzin ich dzieci wypełniły dom dziadków swoim żywiołem. A dziadkowie zamontowali w samochodzie fotelik i kupili tablicę, by zapisywać plany zajęć pięciorga wnuków. Po prostu, żeby o niczym nie zapomnieć.  I podsumowują to tak: bycie jakby tlenem dla rodzin naszych dzieci stało się darem. Nigdy przecież nie przestaje się być mamą i tatą...

Stacja rodziców, których syn odkrył powołanie do kapłaństwa: wychowywaliśmy go, aby był szczęśliwy, aby się spełnił. Żeby poszedł w ślady swojego wspaniałego dziadka. Tak, chcieliśmy dla niego „normalnego życia”: rodzina, praca, dzieci, wnuki. Ale zamiast tego – wyznają Chrystusowi - przyszedłeś Ty i wszystko wywróciłeś. Zburzyłeś nasze marzenia. Uczyniłeś to w taki sposób, aby jego życie nie ułożyło się zgodnie z logiką „tak to się zawsze robiło” i wezwałeś go dla Siebie. Przyznajemy - sprzeciwialiśmy się temu. Próbowaliśmy wzbudzać w naszym synu wątpliwości. Opuściliśmy go, myśląc, że nasz chłód skłoni go do cofnięcia się. Teraz wiemy, że z Tobą Jezu nie można walczyć. My jesteśmy naczyniem, a Ty jesteś morzem. My jesteśmy iskrą, a Ty - ogniem. 


Jak być może wiecie, rozważania do stacji dwunastej „Jezus umiera na Krzyżu” przygotowały przyjaciółki – pielęgniarki: Irina z Ukrainy i Rosjanka Albina. Kobiety razem niosły krzyż, a ich gestowi towarzyszyły tylko dwa zdania: „W obliczu śmierci cisza jest bardziej wymowna od słów. Zatrzymajmy się zatem w modlitewnej ciszy i niech każdy w sercu modli się o pokój na świecie".

Drodzy Moi! Łącząc się z wszystkimi cierpiącymi w Mariupolu – Mieście Maryi, Doniecku i Charkowie, i my klęknijmy teraz i w chwili ciszy prośmy Miłosierdzie Boże o cud pokoju na udręczonej ziemi naszych Sąsiadów, a często i Gości w naszych miastach, osadach i domach – za Siostry i Braci z Ukrainy… …

Okaż, Panie, swą łaskę ufającym Tobie!

Alleluja! Amen!