Wojciech Filipowicz

Będziecie mi świadkami...

26.07.2018 | 04:17

Biorąc wielokrotnie udział w dyskusjach na temat przyszłości Kościoła w Polsce, słuchając z dużym zainteresowaniem wypowiedzi osób o różnych pozycjach w społeczeństwie, kochających Kościół, pragnących aby ominęły go zjawiska, o których ze smutkiem mówimy, gdy opisuje się prawdę o Kościele w krajach zachodnich - zawsze ze szczególną uwagą słucham tych, do których najbardziej odnosi się prawda słów: „Głos ludu - głosem Boga". Tych, którzy najliczniej gromadzą się nie tylko na niedzielnych, ale i codziennych nabożeństwach. A od nich, dzisiejsi głosiciele Słowa Bożego często słyszą: Głoście na wzór Apostołów - Oni głosili, świadcząc jednocześnie!!! - Czy potrafiłbyś sobie wyobrazić - dzisiejszy kaznodziejo - że któryś z tych pierwszych głosicieli Królestwa Bożego, stojąc przed zgromadzonymi, patrzy w jakąś bumagę i bez śladu jakichkolwiek emocji czyta gotowy tekst. Wprawdzie można sobie to wyobrazić (jeżeli się nie wie, że przynajmniej niektórzy Apostołowie czytać nie umieli), ale jak wówczas wyobrazić sobie, że Kościół mógłby na dobre zaistnieć.

Na bazie jednej z dyskusji o jakości dzisiejszego kaznodziejstwa, pozwoliłem sobie zredagować rozważanie nad Ewangelią na jedną z ostatnich niedziel (XVI Niedziela roku B). Jego fragmenty, zachęcony przez przyjaciół, z których zdaniem zawsze się liczę – ale przede wszystkim w imieniu przynajmniej niektórych naszych „Maluczkich"- pozwalam sobie przedstawić:

«Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”».

Dwie sąsiadki wracają z kościoła po nabożeństwie z nauką rekolekcyjną. Jedna mówi do drugiej: Ten nasz proboszcz to chyba tym razem przesadził. Trzeci raz zaprosił tego samego kaznodzieję. Połowa tych jego „nauk” to zapowiedzi programowe i informacje o przeznaczeniu ofiar, które mamy złożyć na tacę. Później kilka tych samych przykładów, które pamiętamy z poprzednich rekolekcji i zachęta do uczestnictwa w nabożeństwie w dniu jutrzejszym. To rutyniarz, który tylko „zalicza” parafie - mówi zdegustowana kobieta. Sam chyba dawno już nie odbywał swoich kapłańskich rekolekcji - odpowiada druga. Pan Jezus miałby mu sporo do powiedzenia - dodaje. Ach! Dajmy im spokój – lepiej pomódlmy się i za rekolekcjonistę i za proboszcza...

«Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedziłby».

Grupa zatroskanych o przyszłość Kościoła osób zastanawia się nad zależnością frekwencji na nabożeństwach od jakości dzisiejszego kaznodziejstwa. Zabiera głos pan Adam, emerytowany nauczyciel, który często pomaga w zakrystii swojego kościoła. Mówi między innymi: „Oby dzisiejsi księża, których kocham i się codziennie za nich modlę, zrozumieli, że jest ogromna różnica między głoszonym żywym słowem Bożym, które jest jednocześnie świadectwem kaznodziei, (który przemawiając, patrzy na twarze wiernych, a nie w kartkę) a tymi, pożal się Boże «czytankami», których my, słuchacze, zadając sobie trud, «walcząc z powiekami», musimy często słuchać w naszych kościołach...” (za Z.O.)

«Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum i zdjęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać».

W czasie wspomnianej wyżej dyskusji o jakości i poziomie dzisiejszego kaznodziejstwa i jego wpływu na frekwencję wiernych w kościołach, ktoś z satysfakcją przyznał: „ Moja warszawska parafia ma szczęście do głosicieli Słowa. Szczególnie proboszcz, ale i wikariusze, którzy chętnie codziennie wygłaszają «życiowe» homilie; właśnie głoszą, a nie «czytają». Słuchacz ma wrażenie, że przemawiający sam wierzy w to co mówi i naprawdę chciałby, aby
jego parafianin myślał przynajmniej podobnie...” (za Z.O.)

Ludzie potrzebują do rozwoju duchowego podstawowych prawd wiary, nie zaś skomplikowanych rozpraw teologicznych. Wszyscy łakniemy powietrza, światła, chleba i wody. Delikatesy są dla nielicznych. Tymczasem stół zastawiony przez niektórych duchownych ugina się od wykwintnych przystawek, ale brakuje na nim chleba. (P.H.)

Autor bloga
Wojciech Filipowicz
Napisz wiadomość
Wcześniejsze wpisy
Archiwum bloga
  • Wojciech Filipowicz
Wyślij intencję

Wypełnij poprawnie wszystkie pola

Błąd serwera, spróbuj ponownie!



Tu możesz wysłać intencję modlitewną. Otrzymają ją wybrane zgromadzenia zakonne i wspólnoty.

Dziękujemy za wysłanie intencji
Zapisz

Ta strona używa COOKIES. Z pomocą cookies zbieramy dane jedynie w celach statystycznych. Możesz usunąć pliki cookies z dysku twardego a także zablokować ich zapisywanie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

x