Ireneusz Mroczkowski

Czy Oriana Fallaci jest apologetką chrześcijaństwa?

25.11.2019 | 10:34
Z góry przyznaję, że nie jestem tak dobrze zaznajomiony z tekstami Oriany Fallaci, jak ks. prof. H. Seweryniak, który na pytanie postawione w tytule tego felietonu odpowiada  zdecydowanie „tak” (por.  H. Seweryniak, Chrześcijanka Oriana Fallaci, Rzeczpospolita. Plus. Minus”, 16-17 listopada 2019 r. s. 10-11). Już jednak w świetle tego, co możemy przeczytać  w  ciekawym artykule  płockiego teologa fundamentalnego, rodzą się  wątpliwości. Czy ktoś, kto konsekwentnie – jak czyni Fallaci – nazywa  siebie „chrześcijańską  ateistką”, kto  uważa, że Kościół katolicki przetworzył, wypaczył i sprzeniewierzył się  myśli Jezusa z  Nazaretu, kto uważa, że   istotą tej myśli  jest  hymn na cześć Rozumu i Wolności, może  być  apologetą  chrześcijaństwa?

Precyzyjnie mówiąc, chodzi mi o to, czy nie będąc konsekwentnym  chrześcijaninem, można skutecznie pełnić  rolę  apologety  chrześcijaństwa? Czy  wystarczy, że  broni się  swoiście  rozmytego chrześcijaństwa – jak to jest  w  wypadku Fallaci -  demaskując przy okazji wspólnych wrogów i  obnażając błędy kultury? Za to można być  wdzięcznym Fallaci, powiedziałbym nawet, że nierozsądne byłoby lekceważenie  takich  sojuszników, zwłaszcza, że  dysponują oni imponującym zestawem środków  argumentacyjno- polemicznych. 

Jednak nie rozumiem, po co od razu zapisywać ich  do grona apologetów  chrześcijaństwa. Czy tylko dlatego, że  bronią judeochrześcijańskich fundamentów naszej kultury, a  więc  greckiej filozofii,  rzymskiego prawa,  średniowiecznej religii   czy   nowożytnej idei praw  człowieka? Okazuje się  na przykładzie Fallaci, że  można bronić  tego wszystkiego, a w środku być  chrześcijańską  ateistką.  Można odchodzić z tego świata przy dźwięku dzwonów katedralnych, z włożonymi do trumny dwoma papierosami, trzema żółtymi różami i  Fiorino d.Oro, nagrodą przyznaną  przez miasto Florencję.  

Nie chcę  powiedzieć, że Oriana nie miała prawa do takiej koncepcji  swojej  apologii.  Chcę tylko zapytać o skuteczność obrony racjonalnych i obiektywnych podstaw  rzeczywistości,  realną  zdolność do przeciwstawienia się  redukcji biologiczno-funkcjonalnej  i techniczno-ekonomicznej. współczesnego świata. Są to    oświeceniowe w swojej treści i liberalne, gdy chodzi o  metody,  sposoby obrony  fundamentów  europejskiej kultury. Nie jestem pewien,   czy nie  wyczerpały one swojego potencjału obronnego. Z  kolei, czy  chrześcijańscy apologeci, przede  wszystkim ci z pierwszych wieków, nie  sięgali głębiej, czy nie  chodziło im  poza obroną, także   o przemianę podstaw myślenia?

Uświadamiają to sobie  teologowie  fundamentalni, których   dyscyplina – jeśli dobrze  ją  rozumiem – przeszła  ciekawą  drogę. Po Soborze  Watykańskim II stępiono  ostrze  apologii na korzyść poszukiwania  sprzymierzeńców i anonimowych   chrześcijan. Działo się to na fali posoborowej zmiany w podejściu do świata. Paweł VI mówił na zakończenie Soboru: „zamiast deprymujących diagnoz, zachęcające  lekarstwa, zamiast złowrogich przewidywań, w stronę świata współczesnego wysłaliśmy z Soboru przesłanie pełne zaufania” [Paweł VI,  Ostatnia Sesja Soboru Watykańskiego II,  7 grudnia 1965 r ]. 

W tej atmosferze  złagodzono  sposób  reagowania na ataki przeciwników, co jednak przeciwników nie zmieniło  w sprzymierzeńców,  nie  zmniejszyło ilości błędów w myśleniu o Bogu, nie mówiąc już o wrogim nastawieniu do chrześcijaństwa  czy Kościoła katolickiego. Powraca się więc do apologii, szukając  sojuszników wśród  różnych autorów – że  wymienię  za ks. Seweryniakiem –: Chesterton,  Frossard, Messori,  Ratzinger, Weigel, Żychiewicz, Zięba, Lisicki, Ziemkiewicz, Kowalczyk  czy Terlikowski. 

Podejrzewam,  że niektórzy  z tych autorów, zwłaszcza publicyści prawicowi, sami  mogą  być  zażenowani  tytułem apologety. Inna  sprawa,  czy   są  w stanie  udźwignąć  trud  połączenia obrony  chrześcijaństwa przed  przeciwnikami z  zewnątrz  i z wewnątrz, a więc obrony swojego chrześcijaństwa przed  fideizmem, fundamentalizmem i faryzeizmem.  Mówiąc  wprost, czy może być  apologetą  chrześcijańskim ktoś, kto nieustannie krytykuje papieża Franciszka, wie lepiej niż Papież jak powinien wyglądać Kościół, wybiórczo   broni tradycji,   wątpi w  obecność Ducha Świętego w Kościele Jezusa Chrystusa?.

W tym kontekście zastanawiam się, jakim apologetą jest  ks. prof. A. Kobyliński, znany komentator i reformator Kościoła w Polsce i na świecie. Ks. Profesor zdążył już zidentyfikować  schizmę  w Kościele,  uważa, że prostą  drogą podążamy do anglikanizmu, mamy wewnętrzne pęknięcie i  fragmentaryzację  doktrynalną w Kościele, napierają na nas  wspólnoty zielonoświątkowe [pentekostalizacja], a globalne zmiany powodują dekonfesjonalizację, czyli powstanie chrześcijaństwa  synkretycznego.  „Mamy nową reformację” – puentuje  ks. Kobyliński [por. Rewolucja bergoliańska, z  ks. prof. A. Kobylińskim  rozmawia G. Górny, „Sieci” 2019, nr 46, s. 66-69].

Wobec  takich twierdzeń bezradny wydaje się być nawet  ks. prof. Seweryniak. Nie umieszcza  nazwiska ks. A. Kobylińskiego wśród  współczesnych apologetów.

Autor bloga
Ireneusz Mroczkowski
Napisz wiadomość

Jest przewodniczącym Rady Społecznej przy Biskupie Płockim . Kapelan Ojca Świętego (prałat).

Profesor WSD w Płocku i PWSZ w Ciechanowie. Ceniony moralista.

Wcześniejsze wpisy
Archiwum bloga
  • Ireneusz Mroczkowski
Wyślij intencję

Wypełnij poprawnie wszystkie pola

Błąd serwera, spróbuj ponownie!



Tu możesz wysłać intencję modlitewną. Otrzymają ją wybrane zgromadzenia zakonne i wspólnoty.

Dziękujemy za wysłanie intencji
Zapisz

Ta strona używa COOKIES. Z pomocą cookies zbieramy dane jedynie w celach statystycznych. Możesz usunąć pliki cookies z dysku twardego a także zablokować ich zapisywanie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

x